Pokazywanie postów oznaczonych etykietą światłocienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą światłocienie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 11 października 2020

(340) Myśli moje

 Już dawno nie działo się w moim życiu tak jednocześnie, tak dużo, tak źle.

Był już taki rok gdy marzyłam, liczyłam dni żeby się skończył. Tak jakby ten ostatni albo ten pierwszy dzień roku był jakiś magiczny. A to tylko data przecież. Jedna z wielu. Nie wiadomo jak wielu ale nie myślimy, że to data ostatnia.

sobota, 23 maja 2020

(338) Słuchając ciszy

Zawsze powtarzam, że nieszczęścia nie chodzą parami, one chodzą stadami.
Pandemia, sytuacja w kraju, niepewność ...a u mnie dzieje się ...
Będzie w wielkim skrócie i nie o wszystkim.
Potrzebna jest na moje kolano reoperacja ortopedyczna ale nie ma na razie mowy bo szpital zawiesił planowe operacje. Długo trwało zanim przekonałam doktorka, że schrzanili operację. Kosztowało mnie to dużo czasu i jeszcze więcej pieniędzy, bo wszystkie badania w tym rezonans prywatnie. Czekam więc, może zdążę.
Może.
Młodsza jest w ciąży. Do porodu jeszcze dwa miesiące ale kładą ją już do szpitala. Ciąża, szpital i pandemia to nie jest dobre połączenie. To jest bardzo złe połączenie. Szpital z warunkami bytowymi jest na poziomie lat osiemdziesiątych. W pierwszej chwili nie wierzyłam, że jeszcze takie są. Ale są! Ale szpital ma 3 stopień referencyjności i specjaliści w nim są na najwyższym poziomie. A to jest najważniejsze. Może wszystko nie będzie takie straszne jak jawi się w tej chwili.
Może.
Odebrałam wyniki histpat. Mam zdiagnozowanego raka skóry. Jestem już po zabiegu. Mimo pandemii i pozamykanych przychodni, zostałam naprawdę szybko przyjęta. Od samego początku czułam, że dobrze nie jest, bo drzwi zabarykadowanych gabinetów stały dla mnie otworem. Może skończy się na tym jednym, nazwijmy to incydencie.
Może.
Znajomy z bloga, po 16 latach zamilkł. W ostatnim poście napisał, że jest ciężko chory i cisza. Smutno. Może jeszcze będzie dobrze.
Chyba już nie ...

Potrzebuję ciszy

czwartek, 26 grudnia 2019

(324) Czas dzwieczący ciszą

Zaczęło się gdy dzieci były małe. Pokochałam te poranne chwile gdy rano wstałam a cały dom jeszcze spał. Za oknami budzi się miasto, a u mnie cisza. Słyszałam wtedy swoje myśli, miałam czas żeby pogadać sama ze sobą. Uwagę mogłam skupić na jednej rzeczy. Chwile kradzione samej sobie, zamiast spać napawałam się ciszą.
I tak mi zostało do dziś.
Dom jeszcze świątecznie uśpiony, nikt nigdzie nie pędzi. Cisza. Nawet miasto za oknami jeszcze śpi. Cisza.Choinka. Ja, psy, kubek aromatycznej kawy. I ona CISZA.

wtorek, 24 grudnia 2019

Świątecznie






Znalezione obrazy dla zapytania kartki świąteczne do pobrania 

Z OKAZJI ŚWIĄT I NA KAŻDY NASTĘPNY DZIEŃ NOWEGO ROKU 
ŻYCZĘ
SPEŁNIENIA MARZEŃ, 
REALIZACJI PLANÓW, 
ZDROWIA, SPOKOJU I MIŁOŚCI

niedziela, 11 sierpnia 2019

(319) lekarstwo na chandrę

Sobotni poranek zaczął się bardzo dobrze. Zapowiadał się ładny dzień. Niestety z każdą minutą, no może z częstotliwością co  kwadrans narastała niechęć do wszystkiego. Zaczynałam być na nie, było mi źle. Ot tak nie wiadomo o co chodzi.  Chandra zaczęła się do mnie przytulać coraz mocnej. Pachnąca kawa z ulubionymi czekoladkami była też chandry przysmakiem. Wiem już z doświadczenia, że dłuższe przebywanie w jej towarzystwie dla mnie potrafi skończyć się źle. Różne są sposoby na pozbieranie się: zakupy (nic w tej chwili nie potrzebuję), ploteczki z przyjaciółkami (nie mam w tej chwili z kim), kieliszek dobrego wina ( nie o dziewiątej rano), fryzjer (nie, bo to zawsze kończy się katastrofą). Sytuacja wydawałoby się bez wyjścia. Na mnie działają dwie rzeczy, przemeblowanie mieszkania, na co pod żadnym pozorem nie chciał wyrazić zgody PanMąż. Bo jest ładnie, bo jest wygodnie. Ugiął się pod naporem moich próśb. Ale okazał się być podstępny, postawił warunek,  nie mogę ruszyć jego fotela i telewizora. A to plan niewykonalny.
Skończyło się na na tej drugiej rzeczy, czyli na wielkim sprzątaniu. Sypialnia i kuchnia błyszczą. Część rzeczy spakowana i wyniesiona do piwnicy. Część wyrzucona. Nagle okazało się, że jest jest sporo miejsca w komodach, na półkach. Szafki w kuchni wypucowane, wszystko poukładane, no jak w pudełeczku jakimś. No normalnie jak przed świętami albo przed przysłowiową wizytacją teściowej. Tyle tylko, że ja zazwyczaj do tych "okazji" nie przywiązuję większej wagi.
Wieczorem padłam, nie mogąc ruszyć ręką ani nogą.
Dzisiejszy poranek zaczął się bardzo dobrze. Zapowiada się ładny dzień. Wczorajsze sprzątanie ciągle jeszcze czuję w kościach. Myślę, zastanawiam się, jak to matka, żona, babcia, kobieta pracująca. Niestety z każdą minutą, no może z częstotliwością co  kwadrans narasta niechęć do wszystkiego. Zaczynam być na nie .... 
Siedzę na tarasie z kubkiem pachnącej kawy ... 
Do posprzątania mam całą piwnicę ...
O nie, nie,  już drugi raz nie zrobię sobie tego, już drugi raz nie zafunduję sobie takiego lekarstwa.
Nie ma co,  nie mam żadnej chandry, ja jestem na to po prostu za leniwa!
W takim razie dziś będzie maraton serialu "Medyceusze władcy Florencji".

sobota, 8 czerwca 2019

2004

Jutro, 15 lat temu, założę mojego pierwszego bloga.
Później go zatopię, podobnie jak kolejny. Na ostatniej wyspie dotrwałam do czasu aż ktoś inny zdecydował za mnie, że pora coś zakończyć. W pierwszej chwili miałam już zamiar zakończyć moją zabawę w pisanie. Ale uzależniłam się. I muszę. Inaczej się uduszę :-)

Piętnaście lat temu, moje pierwsze kroki wyglądały tak ( to mój pierwszy wpis):


9 maja 2004r.
Spełnione marzenie
Od dawna myślałam o tym, żeby założyć bolga i  pisać, a teraz kiedy jest to realne zastanawiam się niby po co mam to robić. Czy zależy mi żeby ktoś to czytał i komentował, czy chcę to robić wyłącznie dla siebie? Kogo mogą interesować moje myśli nie przemyślane, moje słowa niepoukładane, moje uczucia, odczucia, impresje? Co będę czuła gdy nikt tego nie skomentuje, czy potrzebne są mi nowe rozczarowania? Jeżeli chcę pisać wyłącznie dla siebie to czy akurat tu?
"Grafoman to ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia i stara się to dokładnie opisać". Dokładnie tak poczułam się w tej chwili i nie mam pewności czy jeszcze tu wrócę kiedykolwiek. Najpierw muszę odpowiedzieć sobie na wszystkie postawione wyżej pytania. 

Jedną z pierwszych osób, które zawitały na wyspę szczęśliwą był fg2002. I to On zachęcił mnie do zostania na blogu.


Spełnione marzenie
Od dawna marzyłam o tym, żeby założyć blga i  pisać, a teraz kiedy jest to realne zastanawiam się niby po co mam to robić. Czy zależy mi żeby ktoś to czytał i komentował, czy chcę to robić wyłącznie dla siebie? Kogo mogą interesować moje myśli nie przemyślane, moje słowa niepoukładane, moje uczucia, odczucia, impresje? Co będę czuła gdy nikt tego nie skomentuje, czy potrzebne są mi nowe rozczarowania? Jeżel chcę pisać wyłącznie dla siebie to czy akurat tu?
"Grafoman to ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia i stara sie to dokładnie opisać". Dokładnie tak poczułam się w tej chwili i nie mam pewności czy jeszcze tu wrócę kiedykolwiek. Najpierw muszę odpowiedzieć sobie na wszystkie postawione wyżej pytania. 
Rano miałam jeszcze wątpliwości czy chccę byc jedną z blogowych "psarek". Teraz te watpliwości rozwiewają się coraz bardziej. Oszem chciałabym, żeby od czasu do czasu, ktoś zajrzał do mne, skomentował, odezwał się. Wiem czego oczekuję po swoich wizytach na tych stronach. Wiem, ale nie powiem... Na razie jeszcze nie.
Ktoś kiedyś zabrał mnie na wyspy szczęśliwe. Tego dnia było mi smutno i źle. Skakałam po czatach, żartowałam, pozornie beztroska, wesoła. Nie wiem jak to się stało, że przed zupełnie nieznanyn człowiekiem otworzyłam się, ujawniłam cały swój smutek. Prawdopodobnie był to jakiś ON, no w każdym razie mówił, że jest on, nawet nicka juz dziś nie pamiętam...  I zabrał mnie tam, zabrał na wyspy szczęśliwe. I tego dnia cały mój smutek i żal zagubiły się gdzieś ,  na tych wyspach. Wyspy nie stały się przez to ani trochę mniej szczęśliwe.
Potem wielokrotnie zaglądałam w te urocze zakątki, pokazywałam drogę innym. Różnie ze mną bywało, raz lepiej raz gorzej. W wirze codziennych zajęć zapomniałam o wyspach. Widocznie przestały mi być potrzebne. Zapomniałam o tym, który mnie tam zabrał, o tych których tam spotykałam. Dlaczego dziś o nich pomyślałam? Nostalgia, smutek, wspomnienia... Byłam tam... I z bolesną siłą dotarła do mnie stara prawda - nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Pozostali klasycy, ale to już dla mnie nie te same wyspy. Może dlatego, że nie ma przy mnie tych osób, które wtedy ze mną tam bywały. Czy nie ma? Skąd niby ja to wiem? Przecież to były tylko nicki, tak ale z własnej woli zerwałam te  znajomości i teraz mi ich brak. Brak wymiany myśli, sporów. Nie wiem kim teraz są, czy są... Nic nie wiem, poza jednym - skoro rozmowa z kimś za pośrednictwem netu była czymś ważnym należało to chronić. Wymiana myśli na poważnie i w żartach, zwykłe ble ble, ale i to co tak ważne -  spotkanie w rozmowie z drugim człowiekiem, który cię rozumie,  a którego znasz tylko tyle ile on sam chce o sobie powiedzieć. Czego się przestraszyłam, dlaczego nie pozwoliłam tym znajomościom trwać?  Sama nie wiem czego nie chciałam, a czego oczekiwałam, teraz wiem, że mi brak tamtych ludzi. Będę wpadała na nie moje już wyspy szczęśliwe, może kiedyś szczęście uśmiechnie się do mnie. Podobno w życiu , każdego raz napotkanego człowieka spotyka się  po raz drugi.
Wyspy szczęśliwe
Rano miałam jeszcze wątpliwości czy chccę byc jedną z blogowych "psarek". Teraz te watpliwości rozwiewają się coraz bardziej. Oszem chciałabym, żeby od czasu do czasu, ktoś zajrzał do mne, skomentował, odezwał się. Wiem czego oczekuję po swoich wizytach na tych stronach. Wiem, ale nie powiem... Na razie jeszcze nie.
Ktoś kiedyś zabrał mnie na wyspy szczęśliwe. Tego dnia było mi smutno i źle. Skakałam po czatach, żartowałam, pozornie beztroska, wesoła. Nie wiem jak to się stało, że przed zupełnie nieznanyn człowiekiem otworzyłam się, ujawniłam cały swój smutek. Prawdopodobnie był to jakiś ON, no w każdym razie mówił, że jest on, nawet nicka juz dziś nie pamiętam...  I zabrał mnie tam, zabrał na wyspy szczęśliwe. I tego dnia cały mój smutek i żal zagubiły się gdzieś ,  na tych wyspach. Wyspy nie stały się przez to ani trochę mniej szczęśliwe.
Potem wielokrotnie zaglądałam w te urocze zakątki, pokazywałam drogę innym. Różnie ze mną bywało, raz lepiej raz gorzej. W wirze codziennych zajęć zapomniałam o wyspach. Widocznie przestały mi być potrzebne. Zapomniałam o tym, który mnie tam zabrał, o tych których tam spotykałam. Dlaczego dziś o nich pomyślałam? Nostalgia, smutek, wspomnienia... Byłam tam... I z bolesną siłą dotarła do mnie stara prawda - nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Pozostali klasycy, ale to już dla mnie nie te same wyspy. Może dlatego, że nie ma przy mnie tych osób, które wtedy ze mną tam bywały. Czy nie ma? Skąd niby ja to wiem? Przecież to były tylko nicki, tak ale z własnej woli zerwałam te  znajomości i teraz mi ich brak. Brak wymiany myśli, sporów. Nie wiem kim teraz są, czy są... Nic nie wiem, poza jednym - skoro rozmowa z kimś za pośrednictwem netu była czymś ważnym należało to chronić. Wymiana myśli na poważnie i w żartach, zwykłe ble ble, ale i to co tak ważne -  spotkanie w rozmowie z drugim człowiekiem, który cię rozumie,  a którego znasz tylko tyle ile on sam chce o sobie powiedzieć. Czego się przestraszyłam, dlaczego nie pozwoliłam tym znajomościom trwać?  Sama nie wiem czego nie chciałam, a czego oczekiwałam, teraz wiem, że mi brak tamtych ludzi. Będę wpadała na nie moje już wyspy szczęśliwe, może kiedyś szczęście uśmiechnie się do mnie. Podobno w życiu , każdego raz napotkanego człowieka spotyka się  po raz drugi.
Kimkolwiek jesteś wybierz się na wyspy szczęśliwe, może to będzie Twoje miejsce.



środa, 8 maja 2019

(311) Dawno, dawno temu,

jutro, 15 lat temu, założę mojego pierwszego bloga.
Później go zatopię, podobnie jak kolejny. Na ostatniej wyspie dotrwałam do czasu aż ktoś inny zdecydował za mnie, że pora coś zakończyć. W pierwszej chwili miałam już zamiar zakończyć moją zabawę w pisanie. Ale uzależniłam się. I muszę. Inaczej się uduszę :-)

Piętnaście lat temu, moje pierwsze kroki wyglądały tak ( to fragment mojego pierwszego wpisu, długi był):


9 maja 2004r.
Wyspa szczęśliwa - Spełnione marzenie
Od dawna myślałam o tym, żeby założyć bolga i  pisać, a teraz kiedy jest to realne zastanawiam się niby po co mam to robić. Czy zależy mi żeby ktoś to czytał i komentował, czy chcę to robić wyłącznie dla siebie? Kogo mogą interesować moje myśli nie przemyślane, moje słowa niepoukładane, moje uczucia, odczucia, impresje? Co będę czuła gdy nikt tego nie skomentuje, czy potrzebne są mi nowe rozczarowania? Jeżeli chcę pisać wyłącznie dla siebie to czy akurat tu?
"Grafoman to ktoś, kto nie ma nic do powiedzenia i stara się to dokładnie opisać". Dokładnie tak poczułam się w tej chwili i nie mam pewności czy jeszcze tu wrócę kiedykolwiek. Najpierw muszę odpowiedzieć sobie na wszystkie postawione wyżej pytania. 

Jedną z pierwszych osób, które zawitały na wyspę szczęśliwą był fg2002. I to On przywitał mnie i zachęcił mnie do zostania na bloxie i do pisania.
Dzięki Zbit! Dziękuję, że do dziś mnie odwiedzasz, że dajesz radę czytać moje myśli nieprzemyślane.
Dziękuję wszystkim, którzy do mnie zaglądają. To już 15 lat. A tamtego dnia nawet przez myśl mi nie przeszło, że to będzie taki długi dystans!

piątek, 3 maja 2019

(310) Jak co roku

szykuję swoje miejsce na tarasie. Pozimowe szorowanie, ustawianie, przestawianie i sadzenie prawie skończone. Większość roślinek jest już na swoim miejscu.  Mam nadzieję, że będą cieszyły oko do późnej jesieni. Tym bardziej, że urlop zaplanowaliśmy na drugą połowę września więc czeka nas lato w mieście. Jeszcze chciałabym zainstalować jakieś delikatne oświetlenie, ale jak do tej pory nie znalazłam w sklepach nic godnego uwagi.
Zawsze cieszy mnie ta praca. Chociaż później z najróżniejszych powodów nie korzystam z tego mojego miejsca tyle ile bym chciała. Ale co sobie pomarzę w trakcie tego szykowania, to moje!
Marzy mi się jeszcze szemrzący strumyczek, znaczy taka miniaturowa kaskada wodna. Ale PanMąż piętrzy problemy z instalacją. A ja już sobie nawet upatrzyłam takiego szemrzaczka.Kocham wodę, lubię jej odgłosy, szum, który mnie relaksuje. No może poza kapiącym kranem. Ten nie relaksuje.

czwartek, 2 maja 2019