Serial "Medyceusze: władcy Florencji" wciągnął mnie. Mój podtytuł, cytat z filmu: czasem trzeba zrobić coś złego, żeby później robić coś dobrego. Co prawda drugi sezon to od razu przeskok o dwa pokolenia ale ogląda się dobrze. A opinie są różne.
Wcześniej była "Rodzina Borgiów", wszystkie sezony. Mój podtytuł - :mieszanka żądzy władzy i religijności. Intrygi od stuleci mają się dobrze. Moim zdaniem, Jeremy Irons jako papież jest rewelacyjny.
Dziś skończyłam oglądać Opowieść podręcznej", opowieść o kobietach zniewolonych, upodlonych i
podporządkowanych władzy mężczyzn. To film przekreślający całkowicie mit
o solidarności jajników. Zresztą kto by w to wierzył w dzisiejszych czasach? Niestety każda seria z tendencją spadkową, albo państwo Gileat chyli się ku upadkowi albo główna bohaterka z upływem czasu widzi świat inaczej.
wszystkie foto z Internetu
Każdy z tych seriali niesie dla mnie skojarzenia z Polską XXI wieku. A w każdym razie z wizjami i zakusami różnych uzdrowicieli narodu, nepotystów i "prawdziwych Polaków".
Moim skromnym zdaniem, wszystkie trzy warte obejrzenia.